Strona główna / Inwestowanie i styl życia / Nieruchomości w Hiszpanii i Portugalii – dlaczego Polacy tam uciekają?

Nieruchomości w Hiszpanii i Portugalii – dlaczego Polacy tam uciekają?

Ucieczka czy rozsądna decyzja – skąd ten trend

Słowo „ucieczka” pojawia się w tym kontekście nieprzypadkowo – i nie jest tylko medialnym chwytem. Coraz więcej Polaków, którzy kilka lat temu nie rozważaliby zakupu nieruchomości za granicą jako realnej opcji życiowej, dziś nie tylko to rozważa, ale aktywnie szuka, ogląda i kupuje. Liczby są trudne do precyzyjnego oszacowania, bo transakcje dokonywane przez Polaków za granicą nie trafiają do centralnego rejestru, ale pośrednicy działający na rynkach iberyjskich zgodnie mówią o wyraźnym wzroście zainteresowania ze strony polskich nabywców w ciągu ostatnich trzech do czterech lat. Co stoi za tym trendem? Odpowiedź jest wielowarstwowa i nie sprowadza się ani do prostego „tam taniej”, ani do romantycznej wizji życia przy oceanie. Jest w tym trochę racjonalnej kalkulacji finansowej, trochę zmęczenia polskim klimatem i tempem życia w dużych miastach, trochę nowych możliwości stworzonych przez upowszechnienie pracy zdalnej i trochę – przyznajmy to uczciwie – efektu społecznego zarażania, gdy kolejni znajomi wrzucają zdjęcia z tarasu z widokiem na Atlantyk i piszą, że nigdy nie wrócą. Każdy z tych motywów jest realny i każdy zasługuje na odrębną analizę, zanim ktokolwiek podejmie decyzję o wydaniu kilkuset tysięcy euro na nieruchomość w obcym kraju, w obcym języku prawnym i obcym systemie podatkowym.

Finansowa logika zakupu – czy to naprawdę się opłaca

Zanim rozmawiamy o zachodzie słońca nad Tagiem i wieczornych spacerach po Alfamie, warto przez chwilę posiedzieć przy arkuszu kalkulacyjnym, bo finanse są pierwszym filtrem, przez który każda taka decyzja powinna przejść. Ceny nieruchomości w popularnych lokalizacjach Hiszpanii i Portugalii nie są już tym, czym były jeszcze pięć czy osiem lat temu, gdy rzeczywiście można było kupić przyzwoite mieszkanie na Costa del Sol lub w okolicach Lizbony za kwotę, która w Warszawie nie wystarczyłaby na kawalerkę w dobrej dzielnicy. Lizbona i Porto doświadczyły w ostatniej dekadzie jednego z najbardziej dramatycznych wzrostów cen nieruchomości w całej Europie – napędzanego przez turystykę, zagranicznych inwestorów, programy rezydencji podatkowej dla zamożnych cudzoziemców i gwałtowny wzrost popularności najmu krótkoterminowego. Ceny w centralnych dzielnicach Lizbony sięgają dziś 5 000–8 000 euro za metr kwadratowy, co stawia miasto w lidze zbliżonej do Barcelony i znacznie droższej niż Warszawa. Madrytu czy Barcelony szukanie okazji w centrach miast jest dziś równie trudne co w polskich metropoliach, a w niektórych segmentach trudniejsze. To nie znaczy, że zakup nie ma sensu finansowego – znaczy, że sens ten jest dziś inny niż kilka lat temu i wymaga bardziej precyzyjnej kalkulacji. Regiony takie jak interior Alentejo w Portugalii, wschodnia Andaluzja czy mniej turystyczne części Costa Blanca wciąż oferują ceny, które polskiego kupującego mogą pozytywnie zaskoczyć.

Finansowe argumenty za i przeciw zakupowi nieruchomości na Półwyspie Iberyjskim, które warto przeanalizować przed decyzją:

  • kurs walutowy euro do złotego jest zmienną ryzyka, która potrafi w ciągu roku zmienić realną cenę zakupu o kilkanaście procent w obie strony,
  • koszty transakcyjne w Hiszpanii i Portugalii są wyższe niż w Polsce – podatki, opłaty notarialne i rejestracyjne pochłaniają łącznie od 8 do 13% wartości transakcji w zależności od kraju i regionu,
  • najem krótkoterminowy generuje wyższe przychody niż długoterminowy, ale wiąże się z rosnącymi restrykcjami regulacyjnymi w obu krajach, szczególnie w Lizbonie, Barcelonie i na Majorce,
  • koszty utrzymania nieruchomości za granicą obejmują nie tylko podatki lokalne i wspólnotę mieszkaniową, ale też zarządzanie na odległość, które wymaga albo zaufanego zarządcy, albo częstych wyjazdów,
  • potencjalna aprecjacja wartości w popularnych lokalizacjach była w ostatniej dekadzie imponująca, ale prognozy na kolejne lata są ostrożniejsze ze względu na już osiągnięte wysokie poziomy cenowe.

Hiszpania i Portugalia – dwa różne charaktery rynku

Traktowanie Hiszpanii i Portugalii jako jednego rynku to uproszczenie, które może prowadzić do błędnych decyzji, bo te dwa kraje różnią się pod względem kultury prawnej, struktury rynku nieruchomości, systemu podatkowego i charakteru poszczególnych regionów znacznie bardziej niż sugeruje ich geograficzna bliskość. Hiszpania to drugi co do wielkości kraj w Unii Europejskiej z ogromnym zróżnicowaniem regionalnym – Katalonia, Andaluzja, Wspólnota Walencjańska i Baleary mają własne regulacje dotyczące nieruchomości, własne stawki podatku od przeniesienia własności i własną dynamikę rynkową. Costa del Sol od lat przyciąga zamożnych cudzoziemców z całej Europy, a Marbella i okolice oferują jeden z bardziej dojrzałych rynków luksusowych na kontynencie. Costa Blanca z Alicante i Torrevieją jest popularniejsza wśród kupujących o bardziej ograniczonym budżecie i oferuje szerszą gamę produktów w przedziale 150 000–300 000 euro. Wyspy Kanaryjskie – szczególnie Teneryfa i Gran Canaria – kuszą całorocznym klimatem i stabilnym rynkiem najmu turystycznego, który nie ma sezonu martwego w takim sensie jak wybrzeże śródziemnomorskie. Portugalia jest rynkiem mniejszym, bardziej jednorodnym kulturowo, ale równie zróżnicowanym geograficznie. Lizbona i okolice Cascais to dziś drogi rynek dla wymagającego klienta. Porto przyciąga mieszankę cyfrowych nomadów, artystów i inwestorów, którzy wierzą, że miasto jest na progu podobnej transformacji co Lizbona dekadę temu. Algarve pozostaje klasycznym kierunkiem dla tych, którym zależy na słońcu, golfe i spokoju, a ceny w głębi lądu wciąż są znacznie niższe niż przy linii brzegowej.

Formalności, prawo i pułapki, których warto unikać

Zakup nieruchomości za granicą to nie tylko inna lokalizacja – to inny system prawny, inne obowiązki podatkowe i inne procedury, których nieznajomość kosztuje realnie dużo pieniędzy i nerwów. W Hiszpanii kluczowym dokumentem dla cudzoziemca kupującego nieruchomość jest NIE, czyli numer identyfikacji podatkowej dla obcokrajowców, bez którego nie przeprowadzi się żadnej transakcji. Proces zakupu przebiega przez notariusza i wymaga sprawdzenia stanu prawnego nieruchomości w rejestrze właściwości, czyli odpowniku polskiej księgi wieczystej, oraz weryfikacji ewentualnych długów i obciążeń, które w Hiszpanii – inaczej niż w Polsce – mogą przejść na nowego właściciela. W Portugalii procedura jest podobna, a kluczowym dokumentem jest NIF, czyli numer identyfikacji podatkowej. Oba kraje mają rozbudowane systemy opodatkowania dochodów z najmu osiąganych przez nierezydentów, a nieznajomość lokalnych przepisów podatkowych jest jedną z najczęstszych przyczyn nieprzyjemnych niespodzianek dla polskich nabywców. Zarówno w Hiszpanii jak i Portugalii istnieją ograniczenia i regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego, które w ostatnich latach znacząco się zaostrzyły pod presją lokalnych społeczności i władz miejskich – Barcelon całkowicie zakazała wydawania nowych licencji na wynajem turystyczny, Lizbona poważnie ograniczyła ich liczbę. Kupujący, który planuje finansować zakup przychodami z Airbnb, musi dziś sprawdzić aktualny stan prawny w konkretnej gminie, a nie opierać się na informacjach sprzed kilku lat lub ogólnych opisach z portali nieruchomości.

Życie na Półwyspie Iberyjskim – między mitem a rzeczywistością

Jest pewien obraz, który krąży w polskich mediach społecznościowych i który warto skonfrontować z rzeczywistością, zanim stanie się głównym argumentem za zakupem nieruchomości za kilkaset tysięcy euro. Tak, klimat w południowej Hiszpanii i Portugalii jest wyjątkowo łaskawy dla przybyszów z kraju, gdzie zima trwa pół roku, a lato bywa niespójne. Tak, jakość jedzenia, wina i ogólna kultura życia na wolnym powietrzu jest czymś, czego polskie miasta oferują znacznie mniej. Tak, koszty życia w wielu regionach Półwyspu Iberyjskiego – szczególnie poza turystycznymi centrami – są niższe niż w Warszawie czy Krakowie przy porównywalnym standardzie. Ale jest też druga strona tego obrazu, o której mówi się rzadziej. Rynki pracy w Hiszpanii i Portugalii dla obcokrajowców bez biegłej znajomości języka są ograniczone i słabo płatne w porównaniu z polskim rynkiem pracy dla wykwalifikowanych specjalistów – co oznacza, że model życia na miejscu bez pracy zdalnej lub pasywnego dochodu jest finansowo napięty dla większości średnio zamożnych Polaków. Biurokracja w obu krajach bywa uciążliwa w sposób, który polscy urzędnicy przy całej swojej reputacji mogliby pozazdrościć swoim iberyjskim kolegom. System opieki zdrowotnej – szczególnie poza dużymi miastami – ma luki, które dla osób przyzwyczajonych do NFZ mogą być zaskoczeniem na niekorzyść. Kupno nieruchomości w Hiszpanii lub Portugalii może być doskonałą decyzją finansową, świetnym wyborem życiowym i prawdziwą poprawą jakości codziennej egzystencji. Ale będzie tym wszystkim razem tylko wtedy, gdy wejście w ten rynek opiera się na rzetelnej wiedzy, a nie na instagramowym obrazku wypranego ze wszystkich skomplikowanych szczegółów.